czwartek, 4 lutego 2016

11|| "Wyjątkowa osoba nauczona cieszyć się z najmniejszych rzeczy."


Muzyka skrzypiec rozchodziła się, karmiąc spokojne dusze osób zgromadzonych w ogromnej sali koncertowej. Siedzieli jak zahipnotyzowani, ubrani w najlepsze stroje, by dobrze prezentować się tego wieczoru. Bycie tutaj to poniekąd prestiż. Znani w całej Europie muzycy, występowali na barcelońskiej scenie za kosztowne bilety, lecz warte wydarzenia. Wszystkie fotele obite w czerwony materiał były zajęte. Nic dziwnego, bo o zakup biletu sympatycy walczyli do ostatniej chwili.
Nanette zawsze uważała, że dobrze mieć znajomości. Była otwartą osobą i z łatwością zdobywała kontakty, możliwości. Tak właśnie poznała Paula. Był bratem Antonio, kolegi z zajęć. Pracował w kasie biletowej filharmonii od dwóch lat. Nie miał problemu z odłożeniem wejściówek dla Nan. Przychodziła na dane wydarzenie, oddawała pieniądze, a później w ramach podziękowania zabierała Paula na kawę. Był kolejnym mężczyzną, który doceniał piękne i inteligentne kobiety. Niestety, pozostawało mu jedynie wzdychać do Nanette, nie mając u niej żadnych szans. Teraz to ona wybierała. I wybrała Louisa.
Spojrzała na niego. Okulary trzymał na kolorach, a oczy były szeroko otwarte. Nie wyróżniał się wśród innych osób. Miał na sobie garnitur, z pewnością po Diego, ponieważ rękawy marynarki były nieco za długie. O dziwo gdy przyjechała z Josephem po Louisa, czkał gotowy z idealnie zapiętą koszulą. Była z niego dumna, naprawdę dobrze sobie radził. Nawet jeśli było mu trudno, starał się tego nie pokazywać. Z każdym dniem starał się doceniać to, co miał. Wczoraj do ciebie nie należy. Jutro niepewne... Tylko dziś jest twoje – mawiał Jan Paweł II, a Nan zapamiętała jego słowa, które teraz miały duże znaczenie. Powoli wyciągnęła rękę i ścisnęła dłoń chłopaka. Louis pochylił głowę i zamknął oczy, a swoje palce splótł z palcami Nan. Znów poczuł tę cholerną pewność, że nie jest sam. Że druga osoba daje mu ogromne wsparcie. Bliskość kobiety takiej, jak Nanette napawała go szczerym szczęściem.
– Muzyka – szepnął. – Muzyka jest wszędzie. Zacząłem to doceniać. Możemy ją usłyszeć, idąc parkiem. Możemy usłyszeć ją, gdy promyki słońca wpadają do pokoju. Muzyka nas otacza. Jest w wietrze i w świetle. Wystarczy posłuchać.
– Chodź – powiedziała i podniosła się.
Nie było jeszcze przerwy, lecz nie zamierzała czekać. Prowadząc Louisa do wyjścia, wiedziała, że chcę to wszystko usłyszeć. Na zewnątrz, trzymając za rękę chłopaka, który wszystko jej uzmysłowił. Nie zauważała wcześniej istotnych szczegółów, nie otwierała oczy, gdy było potrzeba. Umiała pomóc, lecz drobne sprawy były dla niej obce. Kto zawracałby sobie głowę wiatrem poruszającym dzwonki zwisające przy drzwiach? Kto zapamiętywałby jak zbudowane są zabytkowe domy na rynku? Kto umiałby zatrzymać się tylko po to, aby posłuchać gwaru rozmów tłumu, który śpieszył się gdzieś? Odpowiedź była bardzo prosta. Wyjątkowa osoba nauczona cieszyć się z najmniejszych rzeczy.
– Dlaczego wychodzimy? – Louis nasunął na nos okulary.
– Bo chcę to usłyszeć – powiedziała, zabierając ich okrycia od szatniarza.
Pomogła założyć chłopakowi kurtkę i sama zapięła płaszcz. Za plecami Lou ujrzała kobietę w czarnej sukni. Wpatrywała się w lustro, jak zaczarowana. Nan zmrużyła oczy i na jej twarzy ujrzała smutek. Miała dziwne wrażenie, jakby widziała już tę kobietę. Może na ulicy? Może na uczelni albo w kawiarni? Nie pamiętała, ale osoba stojąca po przeciwległej stronie wydawała się zjawą. Długie brązowe włosy oraz biała cera – mogłaby być duchem. W tym samym momencie, gdy Nanette chciała się odwrócić, spojrzenia obu kobiet skrzyżowały się w lustrze.
– Idziemy? – spytał Lou, gdy minuta za minutą płynęły, a dziewczyna nie dawała znaku życia.
– Tak, już – ocknęła się i wzięła go za rękę.
Opuścili filharmonię, w której wciąż trwał piękny koncert. Nanette miała nadzieję, że chłopak nie będzie miał jej za złe wcześniejszego wyjścia. Chociaż nie umiała sobie wyobrazić Louisa, który byłby zdenerwowany lub obrażony. Byłoby to nienaturalne. Zerknęła na niego, lecz mogła odczytać jedynie zaciekawienie. Żadnych negatywnych emocji. Powoli sprowadziła go po schodach i stanęli przy krawężniku, gdzie wzdłuż zostały zaparkowane luksusowe samochody. W tym mercedes, w którym czekał Joseph. Nan na razie nie zamierzała wracać do domu. Kierowca wiedział, że koncert miał trwać dwie godziny, więc mieli jeszcze trochę czasu. Światło ulicznych lamp padało na ich dwójkę i oświetlało drogę do parku. Wolnym krokiem Nan prowadziła szatyna do parku, gdzie nie było wielu ludzi. Kilka par i może samotnych staruszków spacerowało alejkami. Żadnych głośnych rozmów, krzyków, całego zamieszania, które panuje w dzień.
– Nie jesteś zły za to? – spytała, siadając z Louisem na niewielkiej ławce.
– Za wyjście? Nie. Było bardzo dobrze, podobało mi się, ale słuchanie muzyki nie musi być tylko w pomieszczeniu. Zawsze chciałem odwiedzić filharmonię i to się spełniło. Nie jestem zły, jestem wdzięczny. Dziękuję, że mnie zabrałaś – uśmiechnął się do niej.
– Lubię spędzać z tobą czas, przecież wiesz – musnęła ustami jego policzek, pozostawiając czerwony ślad szminki. Delikatnie otarła skórę palcami.
– Słuchaj, Nan – szepnął i przygarnął dziewczynę do siebie, otulając ramieniem. – Słuchaj uważnie.
Szatynka przymknęła oczy i oparła głowę o bark Louisa. Oddychała spokojnie, wsłuchując się w szum drzew, stukot obcasów i ciche rozmowy. Wczuwała się w to wszystko z delikatnym uśmiechem na ustach.
Louis siedział bez ruchu, obejmując dziewczynę i w tym momencie, cholernie żałował, że nie może zobaczyć, jak wygląda. Uśmiecha się? Jest rozmarzona? Słyszy? Mógł ją o to zapytać, ale przerwałby doskonałą ciszę. Teraz, gdy nie widział, zmysł słuchu wyostrzył się i docierało do Louisa jeszcze więcej niż wcześniej. Pomagało mu to też w poruszaniu się. Przyzwyczaił się, lecz wciąż było mu trudno. Wpadał na meble, ściany i częściej śmiał się z tego. Na ulicy radził sobie z pomocą białej laski. Starał się jednak nie wychodzić sam, nie był jeszcze pewien swoich możliwości i orientacji w terenie.
– Nan… – zaczął, przeczesując palcami włosy, które opadły mu na czoło.
– Tak? – Otworzyła oczy i wyprostowała się.
– Pomyślałem, że teraz ja cię gdzieś zabiorę. Wszystko załatwię i pójdziemy na taką prawdziwą kolację – wyrzucił z siebie, wiedząc, że za chwilę może poczuć niepewność i nie zapyta.
– Zapraszasz mnie na randkę? – spojrzała na niego z uśmiechem.
– Tak? – Bardziej zapytał, niż potwierdził, na co się roześmiała.
Na policzkach szatyna pojawiły się rumieńce, nie tylko spowodowane temperaturą. Nanette ucałowała zaróżowione miejsce.
– Jeszcze ten drugi. – Lou obrócił głowę i dostał kolejnego całusa. – Tak może być.
– Więc idziemy na randkę. Kiedy? – spytała, poprawiając szalik.
Louis zamyślił się, przesuwając palcami po dłoni dziewczyny. Jutro byli umówienie na kolejną sesję z książkami. Wszystko powinno iść własnym tempem, więc pomyślał o sobocie. To był świetny pomysł. Zdąży wszystko zaplanować i pewnie poprosi o pomoc Diego. Sam był trochę bezużyteczny.
– Jutro jest środa i jutro znów cię zobaczę – szepnął. – Ale spróbuję wytrzymać do soboty. Niech to będzie sobota.
Nanette uśmiechnęła się do siebie, czując ciepło w okolicach serca. Słowa Louisa były miłe, nie zdawał sobie sprawy, że z nią flirtuje. Podobało jej się to. Ona również nie mogła się doczekać, kiedy go zobaczy, gdy samotnie zasypiała w łóżku.
– Idealnie. Powiesz mi, co planujesz?
– Planuję kolację u mnie w domu.
– To jest dobry pomysł – kiwnęła głową i podniosła się. – Chodźmy, Lou. Jest zbyt zimno, by tu siedzieć. Nie zamierzam przynosić ci leków.
– Nie? – uśmiechnął się, wstając. – Liczyłem na pomoc medyczną dwadzieścia cztery godziny na dobę. Wtedy w ogóle bym cię z domu nie wypuścił. To bardzo dobry plan.
– Louis! – szturchnęła go, na co się roześmiał i objął ją ramieniem.
– Prowadź, Nan. Ufam ci.

Uwaga! Zajrzyjcie do zakładki bohaterowie i kliknijcie w odpowiednie miejsce. Czeka na was niespodzianka :). http://uliczkami-barcelony.blogspot.com/p/pianista-jego-muza.html

5 komentarzy:

  1. Świetny rozdział :) Ciekawe kim była ta kobieta... I czy w ogóle będzie miała ona jakieś znaczenie?
    Nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału :)
    /@zosia_official

    OdpowiedzUsuń
  2. http://opowiadanie1dpati.blogspot.com/ zapraszam do mnie jest pierwszy rozdział :)

    OdpowiedzUsuń